TEMATY

Czy technologia naprawdę „uratuje” planetę?

Czy technologia naprawdę „uratuje” planetę?

„Pomimo wezwań do„ ocalenia planety ”i niedawnego wzrostu„ aktywizmu klimatycznego ”niewiele krajów uruchomiło program mający na celu radykalną redukcję emisji dwutlenku węgla.

W miarę jak kryzys ekologiczny pogłębia się i prowadzi do słynnego „punktu krytycznego” - który przybliża nas do katastrofy planetarnej - starają się nas przekonać, że „zazielenienie” światowej gospodarki oderwie nas od bardzo mrocznej przyszłości. W jakiś sposób, wbrew wszelkiej logice, przyjęliśmy zbiorową wiarę w chęć rządów i wielkiego biznesu do zrobienia właściwej rzeczy. Ślad węglowy zostanie drastycznie zmniejszony dzięki połączeniu sztuczek rynkowych i magicznych technologii. A gdy łagodzenie skutków cieplarnianych będzie postępować płynnie, siły rządzące będą mogły wrócić do robienia tego, co robią najlepiej: oddając się swojej religii nieograniczonej akumulacji i wzrostu.

Ta pięknie zdobiona sceneria okazuje się najbardziej przygnębiająca i paraliżująca ze wszystkich wielkich iluzji. Nigdzie indziej ich wpływ nie jest silniejszy niż tam, gdzie żyją najwięksi ekologiczni złoczyńcy: Stany Zjednoczone.

Pompatyczne porozumienie paryskie z 2015 r. Zostało sprzedane jako wielka nadzieja, ale trafniej byłoby zdefiniować je jako daremne działanie w dobrej wierze, coś, co prestiżowy klimatolog James Hansen z pogardą określił jako „mistyfikacja bez propozycji działań, tylko obietnice”. W Paryżu 200 uczestniczących członków zaproponowało formułę 20/20/20: zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 20 procent, zwiększenie odnawialnych źródeł energii o 20 procent i zwiększenie ogólnej efektywności energetycznej o 20 procent. Teoretycznie pozwoliłoby to utrzymać średnią temperaturę na świecie o mniej niż 2 stopnie (najlepiej 1,5 stopnia) powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Problem w tym, że wszystkie cele są dobrowolne i nie ma mechanizmu wymuszającego ich realizację. Zgodnie z porozumieniem paryskim każdy kraj (obecnie 187 sygnatariuszy) określa własne plany, ustala własne wyniki i składa sprawozdania z inicjatyw na rzecz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. W rzeczywistości żaden z tych krajów nie poczynił postępów w realizacji celów zgodnych z zaleceniem 20/20/20, a większość z nich jest bardzo od niego daleko. Chociaż prezydent Trump wycofał Stany Zjednoczone z umowy, ich ślad węglowy okazuje się nie gorszy niż w przypadku innych dużych emitentów (Chiny, Indie, Rosja, Japonia, Niemcy, Kanada czy Meksyk).

Pomimo faktu, że wiele krajów zwiększyło zużycie czystej energii, wzrost globalnego wzrostu gospodarczego doprowadził do równoległego wzrostu emisji dwutlenku węgla: 1,6% w 2017 r., 2,7% w 2018 r. Jeszcze większe wzrosty spodziewane są w 2019 r. Gospodarka oparta na paliwach kopalnych rozwija się na pełnych obrotach: wydobycie ropy i gazu osiągnęło historyczne rekordy i nie oczekuje się, że spadną. Nawet przy znacznym wzroście odnawialnych źródeł energii, na przykład w Chinach, Indiach, Stanach Zjednoczonych i Europie, oczekuje się stałego wzrostu śladu węglowegozwiększać całkowity wzrostu gospodarczego i zużycia energii. Dziesięć najbardziej zanieczyszczających krajów odpowiada obecnie za 67 procent całkowitych emisji gazów cieplarnianych (GHG) i widać niewiele zmian.

Niedawno Program Ochrony Środowiska Narodów Zjednoczonych (UNEP), organ, którego trudno nazwać radykalnym, przewidywał, że do 2030 r. Globalna produkcja paliw kopalnych podwoi ilość, którą powinniśmy konsumować, jeśli chcemy odwrócić ocieplenie. światowy. Innymi słowy, porozumienia paryskie były pozbawione treści. W raporcie UNEP stwierdzono, ekstrapolując dane dotyczące emisji ośmiu najbardziej zanieczyszczających krajów, że „ludzkość” podąża samobójczą ścieżką prowadzącą do katastrofy ekologicznej charakteryzującej się wzrostem temperatury o cztery stopnie lub więcej.

W każdym razie, nawet gdyby główne kraje osiągnęły cele 20/20/20, niewiele by się zmieniło. W rzeczywistości suma wszystkich zobowiązań podjętych w Paryżu nie utrzymałaby temperatury poniżej wzrostu o dwa stopnie (lub więcej) w nadchodzących dziesięcioleciach. Globalna konsumpcja paliw kopalnych w połączeniu ze zwiększonym wzrostem zniweczyłaby takie wysiłki, tak więc istniejące strategie ograniczania emisji dwutlenku węgla byłyby iluzoryczne. W rzeczywistości wielu obserwatorów stosowanych uważa, że ​​jest już za późno i że, obciążeni spuścizną politycznej porażki, zmierzamy prosto w kierunku katastrofy planetarnej. Fale protestów klimatycznych na całym świecie próbują zwiększyć oburzenie społeczne, ale te protesty (i wcześniejsze) nie wygenerowały jeszcze spójnej opozycji politycznej zdolnej do odwrócenia kryzysu. Jesteśmy uwięzieni w cyklu daremności, psychologicznej bezruchu, który David Wallace-Wells w swojej książce „Nieprzyjazna planeta” nazywa „nihilizmem klimatycznym”. (1). Masowe protesty, które mają miejsce w takim środowisku, nie przekładają się automatycznie na zmianę systemu, nawet na daleko idące reformy, takie jak te związane z różnymiZielone nowe oferty.

Z punktu widzenia pisarzy takich jak Wallace-Wells jesteśmy uwięzieni w świecie, który pod koniec stulecia, jeśli nie wcześniej, zmierza nieubłaganie w kierunku wzrostu o cztery lub pięć stopni. Autor ten kończy stwierdzeniem, że „jeśli przez następne 30 lat działalności przemysłowej przebiegnie łuk w górę podobny do tego, jaki miał miejsce w ostatnich 30 latach, całe regiony będą niezdatne do zamieszkania według obecnych standardów”. Ekologiczny kataklizm spustoszy duże regiony Europy, Ameryki Północnej i Południowej. W tym scenariuszu światowa gospodarka dozna takiego zniszczenia, że ​​słynna teoria kryzysu Karola Marksa wyda się letnia. Wallace-Wells dodaje: „Trzy stopnie ocieplenia wyzwolą cierpienie większe niż to, którego doświadczają ludzie przez tysiąclecia napięć, konfliktów i totalnej wojny”.

Oprócz „działalności przemysłowej” Wallace-Wells mógł wspomnieć o jeszcze bardziej problematycznej dziedzinie żywności i rolnictwa: będzie to najsłabsze ogniwo systemu w kryzysie. Obecnie 80 procent świeżej wody jest wykorzystywane w rolnictwie i hodowli, a połowa do produkcji mięsa. Żyjemy w świecie, w którym do wyprodukowania kilograma wołowiny potrzeba około 20 000 litrów wody, a litr mleka - 685 litrów. Połowa gruntów ornych jest przeznaczona na pastwiska i nie wydaje się, aby kwota ta zmniejszyła się wraz z uprzemysłowieniem nowych krajów. Ślad węglowy rolnictwa w zakresie pasz dla zwierząt może sięgać 30 procent całości, a nawet więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę wykorzystanie paliw kopalnych. Ponieważ obecnie widzianych jest ponad 2 miliardy ludziprywatny odpowiedniej wody i pożywienia, należałoby poważnie rozważyć poważną niestabilność kapitalistycznego agrobiznesu.

Pomimo wezwań do „ocalenia planety” i niedawnego boomu „aktywizmu klimatycznego” niewiele krajów uruchomiło program mający na celu radykalną redukcję emisji dwutlenku węgla. Dla rządów i elit biznesowych wszystko pozostaje takie samo. W swojej książce „Climatic Leviathan”(2)Brytyjscy pisarze marksistowscy Geoff Man i Jonathan Wainwright lamentują: „Możliwość osiągnięcia szybkiej redukcji emisji dwutlenku węgla na świecie, która łagodzi zmiany klimatyczne, dobiegła końca. Wydaje się, że przynajmniej elity światowe go porzuciły, jeśli kiedykolwiek potraktowały to poważnie ”. Wydaje się, że zamiast tego zdecydowali się na rozszerzeniePolityka dostosowanie na planetę w ciągłym ociepleniu.

Te same giganty korporacyjne, które dominują w globalnej gospodarce, podejmują decyzje, które wpływają na zieloną przyszłość. Obecnie i według Petera Phillipsa w „Gigants”(3)385 transnarodowych korporacji, które dominują w światowym systemie, jest wycenianych na 255 bilionów dolarów, a większość z tych pieniędzy jest inwestowana w sektor paliw kopalnych. Stany Zjednoczone i Europa posiadają prawie dwie trzecie tej kwoty. Nie więcej niż 100 firm jest odpowiedzialnych za co najmniej 70 procent wszystkich emisji gazów cieplarnianych. Na szczycie tej piramidy 17 gigantów finansowych kieruje gospodarką świata kapitalistycznego. Jak dotąd nic nie wskazuje na to, by kacyki kapitalizmu kopalnego były skłonne zboczyć z ich historycznie destrukcyjnego kursu.

Dziś elity technologiczne w Ameryce dużo mówią o ograniczaniu swojego śladu węglowego, co oczywiście poprawiłoby ich wizerunek korporacyjny. Kierownictwo firm Amazon, Google, Microsoft i Facebook wydaje się być chętne do rozpoczęcia własnych zielonych krucjat. Rutynowo twierdzą, że zielona technologia jest sposobem na ograniczenie emisji dwutlenku węgla. Jeff Bezos stwierdził, że do 2030 r. Amazon będzie pozyskiwał 100 procent potrzebnej energii z alternatywnych źródeł. Inni oligarchowie technologiczni wydają się obiecać gospodarkę bezemisyjną w odpowiedzi, przynajmniej częściowo, na nasilające się protesty pracowników.

Kolejna piękna iluzja: w rzeczywistości giganci technologiczni i naftowi zdecydowali się iść naprzód blisko związani. Najwyraźniej idea „bycia ekologicznym” nie przeszkadza Google, Amazon, Microsoft i innym firmom w czerpaniu korzyści z ich wkładu do innych gigantów (Shell, ExxonMobil, Chevron, BP itp.) W lokalizowaniu lepszych, tańszych i wydajniejszych lokalizacji. wiercić i robićszczelinowanie. Duża technologia może dostarczyć im tego, czego najbardziej potrzebują: przestrzeni w chmurze, sztucznej inteligencji, robotyki oraz informacji geologicznych i meteorologicznych. Narzędzia te okazały się szczególnie przydatne przy eksploatacji złóż łupkowych w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Odnosząc się konkretnie do ExxonMobil, Bezos stwierdził, że „musimy im pomóc, a nie oczerniać”. Co oznacza 50000 baryłekpamiętniki więcej ropy łupkowej tylko dla jednego z pogromców klimatu.

Podczas gdy biznesy Google, Microsoft i Amazon rosną w siłę, niezadowolenie pracowników płynie, przejawiające się w protestach i strajkach skierowanych nie tylko przeciwko hipokryzji klimatu, ale także przeciwko innej „współpracy” z policją, agencje ochrony granic, operacje wywiadowcze i oczywiście Pentagon. Inną fantazją dużych firm technologicznych jest wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla, projekt uważany za bardzo problematyczny zarówno pod względem technicznym, jak i ekonomicznym.

Uparta rzeczywistość jest taka, że ​​do 2040 r. Świat będzie zużywał o jedną trzecią więcej energii niż obecnie i prawdopodobnie 85% tej energii będzie pochodzić z gazu, ropy i węgla. Podłoże zawiera paliwa kopalne warte wiele bilionów dolarów. Logika biznesowa podpowiada, że ​​to niewiarygodne źródło bogactwa musi być w pełni wykorzystane, niezależnie od „zielonych” celów, które można postawić w Paryżu lub na madryckim COP.

Jednocześnie renomowane prognozy gospodarcze wskazują, że w 2014 r. Chiny będą wiodły w światowej gospodarce z PKB na poziomie 50 bilionów dolarów, za nimi plasują się Stany Zjednoczone z 34 bilionami dolarów i Indie z 28 milionami. Przypuszczalnie te narody będą miały więcej bogactwa niż reszta świata jako całość. I, co jest najbardziej zniechęcające, plikdwa wiodące kraje będą posiadać więcej bogactwa (i kontrolować więcej zasobów) niż całość tego, co obecnie istnieje na planecie. Jakie konsekwencje będzie miał ten przerażający scenariusz dla zużycia energii? A co ze zmianą klimatu? A na nieszczęście społeczne? Na niedobory rolnictwa i żywności? W przypadku wojen o surowce i militaryzmu, jaka ma być przyczyna i skutek takich wojen? Czy porozumienie paryskie, madrycki COP lub inne szczyty, które po nim następują - lub jakikolwiek Nowy Zielony Ład - mogą znacząco zmienić trajektorię tak okrutnie niezrównoważonego systemu?

W obliczu pogłębiającego się kryzysu klimatycznego i braku skutecznej przeciwwagi na horyzoncie, desperacko potrzebujemy całkowicie nowej politycznej wyobraźni, która w końcu odniesie sukces w wyzwoleniu świata spod dominacji transnarodowych korporacji.

Uwagi:

(1) Nieprzyjazna planeta, Wallace-Wells, David, Debate, 2019.
(2) Climatic Leviathan, Mann, Geoff and Joel Mainwright, wydawnictwo New Library, 2018.
(3) Giants: The Global Power Elites, Phillips, Peter, Seven Stories, 2018.

Carl Boggs
Przetłumaczone dla Rebellion przez Paco Muñoz de Bustillo

Źródło: Rebellion


Wideo: 50 RZECZY, KTÓRYCH JUŻ NIE KUPUJĘ MINIMALIZM I OSZCZĘDZANIE PIENIĘDZY (Wrzesień 2021).